Omawiane książki podczas spotkań Dyskusyjnego Klubu Książki:
01.04.2025 r. Maria Nurowska – „Nakarmić wilki”
Marię Nurowską, współczesną polską pisarkę, przedstawiać nie trzeba. To autorka wielu powieści, nowel, dramatów, które cieszą się wielką popularnością wśród czytelników i zostały przetłumaczone na 16 języków, w tym chiński i koreański.
Powieść „Nakarmić wilki” została wydana w 2010 roku i zadedykowana przez autorkę pamięci ojca, leśnika, „dzięki któremu w wielu miejscach w Polsce szumią lasy”. Powieść została ogłoszona Książką Października 2010 Magazynu Literackiego „Książki”.
Tematyka utworu związana jest z lasem, konkretnie z Bieszczadami i oczywiście tytułowymi wilkami, które żyją tutaj na swobodzie.
Akcja toczy się w latach 2006–2008, a główną bohaterką jest Katarzyna Lewicka, 25-letnia absolwentka SGGW, która przyjeżdża w Bieszczady, by zebrać materiał do pracy doktorskiej o wilkach. Tu czeka na nią dwóch mężczyzn, małomówny leśnik Olgierd oraz towarzyski biolog Marcin, którego bohaterka ochrzciła Clooney’em, ze względu na jego podobieństwo do znanego aktora. Innego zaś, tym razem negatywnego bohatera, nazwała Kapuzą i ten znacząco wpłynie na jej losy na końcu utworu.
Katarzyna mieszka wraz z dwoma mężczyznami w starej chacie, miejscu nazywanym Harhajka, w głębi lasu, w prymitywnych warunkach, bez prądu i wody, ale nie zważa na to, bo sensem jej życia jest obserwacja wilków i ich wpływu na ludzi. Pisze pracę o migracji wilków w Bieszczadach. Stopniowo oswaja się z tymi zwierzętami, obserwuje je siedząc godzinami na drzewie, pisze dziennik obserwacji, nadaje wilkom imiona, personifikuje je i żyje ich życiem.
Ten wątek dziennika w powieści wypada dość słabo, na zasadzie wilki przyszły, poszły, bawiły się, jadły. Trochę dowiadujemy się o ich zwyczajach, nauce młodych przez starsze osobniki, hierarchii w grupie, ale tę wiedzę bohaterka zdobywa tylko z pozycji obserwacji z drzewa, a to trochę za mało jak na poziom pracy doktorskiej.
Katarzyna jest przekonana, że wilki o niej wiedzą i pozwalają jej przebywać w ich otoczeniu, w co nie za bardzo wierzą pomocni jej skądinąd dwaj koledzy.
Niemniej wilki jawią się tutaj jako fascynujące zwierzęta, obdarzone wielką inteligencją, jednoczące się z tymi ludźmi, których uważają za swoich przyjaciół.
Bohaterka pomaga im w trudnych chwilach, one pilnują jej i pozwalają sobie towarzyszyć. Dziękują Kasi za wsparcie, co widać szczególnie we wzruszającym finale powieści.
Zakończenie książki zaskakuje, może w ten sposób autorka zmusza do przeczytania drugiej części „Requiem dla wilka”.
Jest tu też wątek miłosny, jest wątek związany z mieszkańcami Bieszczad, ale ci w większości nie lubią wilków, bo porywają im owce i wyrządzają szkody. Są za zniesieniem ochrony wilków i ich niekontrolowanym odstrzałem. Niektórzy parają się także kłusownictwem. Bohaterka wchodzi z nimi w konflikt, chce za wszelką cenę przekonać ich do swoich racji. Robi wszystko, by ratować wilki.
Trochę razi to, że Katarzyna w ogóle nie boi się wilków, co nie jest rzeczą oczywistą. Obserwuje je krótko, materiały do pracy doktorskiej zbiera byle jak, a nawet korzysta z cudzych ankiet, zaś pracę doktorską pisze szybko, broni jeszcze szybciej, właściwie nie wiadomo za co otrzymuje ten tytuł i na uczelni jest honorowana niczym gwiazda tylko dlatego, że siedziała parę dni na drzewie i obserwowała wilki.
Ale podziwiać można Katarzynę za to, że ma w życiu pasję, że nie rozczula się nad sobą, jest kobietą silną, która wie, czego chce, chociaż czasami gubi się jeśli chodzi o miłość.
Reasumując, ,,Nakarmić wilki” Marii Nurowskiej nie jest literaturą „górnych lotów” na miarę Nobla, czy choćby Nike, ale warto przeczytać tę książkę trochę dla relaksu, bo czyta się szybko, trochę dla zdobycia wiedzy o wilkach, a trochę dla refleksji jak bardzo współczesny człowiek przestał cenić naturę. A przecież natura służy człowiekowi i potrafi się odwdzięczyć za troskę o nią (tak, jak wilki odwdzięczają się głównej bohaterce).
Znalazłam też w tej książce dwie sentencje, które warto tu przytoczyć:
„Życie daje tyle, ile ma się odwagę z niego wziąć.”
„Każdy z nas nosi w sercu wiele wilków, miłość, gniew, odwagę, strach… Przeżyją tylko te, które nakarmisz.”
Zachęcam do przeczytania tej pouczającej książki.
Joanna Surma-Szpechar
23.01.2024 r. Markus Zusak – „Złodziejka książek”
Markus Zusak, autor „Złodziejki książek” urodził się w 1975 r. w Sydney. Tam się wychował i mieszaka do tej pory. Jego matką jest Niemką, a ojciec Austriakiem. Markus w dzieciństwie słuchał opowieści matki o jej życiu w Niemczech w czasie drugiej wojny światowej, o bombardowaniu Monachium, nazistach i Żydach. Na podstawie tych opowieści napisał i w 2006 r. opublikował swoją najwybitniejszą powieść pt. „Złodziejka książek”, która została przetłumaczona na wiele języków, w tym na polski.
W Polsce została wydana w 2008 roku. W moje ręce trafiła kilka lat temu. Potem obejrzałam film nagrany na jej podstawie. Cieszę się, że nastąpiło to w takiej kolejności, bo gdybym wpierw obejrzała film, prawdopodobnie nie sięgnęłabym już po książkę, uznając, że znam opowiedzianą w niej historię. Byłoby to mylne przekonanie.
Film, chociaż moim zdaniem ciekawy, poruszający, pięknie zrobiony i dobrze zagrany przez aktorów to niestety pobieżnie traktuje wątki powieści, a niektóre pomija. Przedstawiona w książce historia jest wielowątkowa, a każdy z nich jest opisany przez autora dogłębnie i w sposób zachęcający czytelnika do własnych przemyśleń.
Głównym wątkiem jest opowieść o trudnościach życiowych, a także pasji do książek tytułowej „złodziejki książek” czyli Liesel, dziewczynki, która w styczniu 1939 roku, w wieku dziewięciu lat została przywieziona do obcej rodziny, która odtąd ma być jej jedyną rodziną. Tęskni za matką, która pozostawiła ją bez wyjaśnień, a także za zmarłym w podroży bratem.
Ważnym wątkiem jest przyjaźń Liesel z chłopcem o imieniu Rudy. Przyjaźń z przybranym ojcem, z niezbyt czułą, ale pełną ludzkich uczuć przybraną matką, a także cierpiącą po starcie syna na wojnie, żoną burmistrza.
Kolejnym wątkiem jest codzienność mieszkańców Molching, małego miasta, w którym mieszkają przybrani rodzice Liesel, w tym między innymi: problem braku pracy, bieda i codzienna walka o wyżywienie rodziny i przetrwanie.
Kolejny wątek to tak zwany problem Żydów, którzy przez wiele lat żyli razem ze swoimi niemieckimi sąsiadami, a nagle, u progu wojny stali się najgorszymi wrogami i przyczyną wszelkich nieszczęść. Oczywiście nie wszyscy Niemcy to zaakceptowali. Przybrani rodzice Liesel w tajemnicy przechowywali w piwnicy młodego żyda Maxa, z którym Liesel połączyła wielka przyjaźń.
Kolejny wątek to ukazanie bezsensu wojny i cierpienie, które wojna zadała wszystkim jej uczestnikom, a więc nie tylko Żydom, ale też Niemcom, a także Rosjanom, którzy w końcowym etapie wojny bombardowali niemieckie miasta, ale też ginęli na przykład w zestrzelonych samolotach. To nie są wszystkie wątki, wybrałam te, które mnie najbardziej poruszyły i utkwiły w pamięci.
Niezwykle ciekawe jest to, że narratorem całej opowieści jest postać Śmierci, która towarzyszy dziewczynce od chwili śmierci jej brata. Śmierć przedstawiona w powieści nie jest złośliwą kostuchą z kosą, która podstępnie czyha na ludzkie życie. Śmierć w tej opowieść jawi się jako coś naturalnego, bo przecież tak jest. Każdy kto się urodził spotka się kiedyś ze śmiercią, która w opowieści jest kimś kto bywa wybawieniem, daje ukojenie, jest opiekunką w trudnej sytuacji (jaką niewątpliwie jest koniec życia). Nie jest kimś kto przychodzi i na siłę, albo wręcz za jakąś karę zabiera człowieka do siebie. Śmierć nie pozbawia życia. Jest opiekunką, która troszczy się o zmarłych. Ona, a raczej on, bo przedstawia się czytelnikom jako postać płci męskiej opiekuje się duszami, bierze je w ramiona i zanosi do nieba. Chętnie odstępuje od swojego zadania, gdy dostrzega w człowieku nadzieję na życie. Twierdzi, że i tak ma dużo pracy szczególnie w opisywanym okresie, czyli w czasie drugiej wojny światowej.
Złodziejka książek, na początku opowieści, podczas pośpiesznego pogrzebu brata znajduje swoją pierwszą książkę, ale ponieważ wie kto jest jej właścicielem można uznać, że ją kradnie. Następnie jest świadkiem wielkiego palenia tak zwanych „zakazanych książek”. Nie rozumie tego zdarzenia i z płonącego stosu kradnie kolejną książkę. Potem z biblioteki burmistrza przywłaszcza sobie jeszcze kilka. Dzięki książkom zaczyna rozumieć, jak wielką moc mają słowa. Podczas bombardowań dziewczynka czyta teksty z ukradzionych książek i daje przerażonym ludziom nieco spokoju. Rozumie już, że słowa mogą przynosić spokój, radość i ukojenie, ale także stać się przyczyna wielkiego zła, siać nienawiść i nieszczęście. Dochodzi do wniosku, że wojna zaczęła się od słów, którymi Hitler potrafił przekonać wielu ludzi, do swojej chorej wizji świata. Dziewczynka podziwia i jednocześnie nienawidzi słowa. Któregoś dnia niszczy jedną z książek, a potem nie tylko czyta, ale także zaczyna zapisywać własne słowa.
Książka jest obszerna, ale czyta się ją jednym tchem i trudno się od niej oderwać. Mnie pozostawiła z dobrymi emocjami wiary w człowieczeństwo. Przekonaniem, że pomimo wielu trudnych zdarzeń, których jako ludzie doświadczamy, większość z nas pozostaje wierna elementarnych ludzkim wartościom takim jak: przyjaźń, współczucie, chęć niesienia pomocy bez względu na niebezpieczeństwo. Dała mi też poczucie spokoju i akceptację faktu, że śmierć chociaż niechciana i przerażająca jest równie ważna i potrzebna jak narodziny. Z ogromną przyjemnością przeczytałam książkę drugi raz i czuję, że nie po raz ostatni.
Marzena Wójcik

